W poprzednim poście tej serii, pisałam o identyfikacji wizualnej na start. Tym razem skupię się na kwestii związanej z mediami społecznościowymi oraz własnym miejscem w Sieci. Zauważyłam, że te dwa, różne sposoby komunikacji kompletnie nie potrafią być odpowiednio wykorzystywane, a zaniedbywanie tych stref, przydatnych w budowaniu własnej marki, jest oczywiście wielkim błędem.

Całe te „najpopularniejsze media społecznościowe” i niewykorzystany potencjał marki

Po pierwsze: Facebook.

Tak się składa, że jestem właśnie na etapie poszukiwania fotografa z Poznania, z którym mogłabym podjąć współpracę – i prywatnie i biznesowo. W tym celu postanowiłam zbadać jedną z większych fotograficznych grup na FB, która skupia całą masę zdolnych i chętnych do rozwoju swoich umiejętności osób. Skupiłam się na zakładce „Członkowie” i później sekcji „Członkowie mieszkający w: Poznań”, mając na celu odnalezienie ludzi z aparatami z mojego miasta. Jak się szybko okazało, większość fotografów nie ma strony internetowej, własnego portfolio (nawet chociażby i na Instagramie), a adresy pozostawiane na fanpage’ach przekierowują: w najlepszym przypadku – z powrotem na… Facebooka, w najgorszym – na wielkie napisy „coming soon”.

Dlaczego przedsiębiorca próbujący zarabiać na swojej pasji, nie chce udostępniać o sobie informacji? Blokuje całą tablicę na Facebooku, uniemożliwiając odnalezienie adresu www działalności czy jakiegokolwiek śladu portfolio? Nie pozwala poznać siebie bliżej, od tej biznesowej i prywatnej strony? Nie uważam, że Facebooka ma się prowadzić jedynie w celach budowania marki osobistej – dziwię się jednak temu, że osoba, pretendująca do miana przedsiębiorcy, nie stara się wykorzystać podstawowych i darmowych funkcjonalności tego medium. W końcu każdy post, który dodaje się na swój profil, można targetować: czy ma być on dostępny dla ogółu, czy dla rodziny, znajomych, itd. (Publiczne/Znajomi/Znajomi z wyjątkiem), a z tej opcji korzysta się rzadko. Wielką szkodą jest głównie to, że pomimo spędzania wielu godzin w społecznościówce, nie testuje się, nie analizuje się, nie używa się darmowych sposobów na poinformowanie o swoich pasjach i działalności. Przecież tych jest co najmniej kilka i nie trzeba inwestować w nie ani grosza (co najwyżej poświęcić chwilę czasu na uzupełnienie oraz ustawienie prywatności):

  1. Sekcja „prezentacja”, zwana również w skrócie „bio” – w tym miejscu doskonale możesz przećwiczyć swój elewator pitch, czyli umiejętność opowiadania o sobie i o tym, co w życiu robisz – w jednym zdaniu.
  2. Informacje o zarządzanych stronach (fanpage firmy) – raczej każdy początkujący przedsiębiorca uderza najpierw w Facebooka, dopiero później testując inne portale społecznościowe. Dodanie adnotacji o zarządzanych stronach to dobry sposób – zaraz obok sekcji „praca” – na łatwiejszą drogę do odnalezienia (przez zainteresowanych) materiałów związanych z Twoją marką.
  3. Miejsce zamieszkania – do wykonywania niektórych usług to kluczowe i ważne dla potencjalnego klienta.
  4. Opcja dodania linków do innych miejsc w Sieci oraz social media (np. LinkedIn, którego wciąż traktuje się jak jeża) – bardzo przydatne i dobre świadectwo tego, że można się z Tobą skontaktować za pośrednictwem różnych mediów internetowych, sprawiając wrażenie, że „jesteś wszędzie”, łatwo Cię znaleźć, łatwo znaleźć do Ciebie kontakt.
  5. …no i w końcu wall Facebooka – dobrze jest udostępniać i komentować to, co inspiruje Cię i napędza do działania, to czym interesujesz się na co dzień i co jest dla nas ważne (biznesowo i prywatnie).

Po drugie: Instagram.

Rzecz podobnie się ma z Instagramem, ale tu na szczęście jest lepiej, bo i medium bardziej przystępne oraz intuicyjne, a większość komunikatów przekazuje się obrazkowo, na zdjęciach, fotografiach przedstawiających wykonywane produkty lub usługi. Odnoszę wrażenie, że i samodzielnie o wiele łatwiej Instagrama rozgryźć. Warto uzupełniać miejsca, które pozwalają nawet na całkiem krótkie opisanie biogramu. Jedną z fajniejszych i najbardziej kreatywnych sposobów na opowiadanie o swoim profilu, to umieszczenie w wyróżnionych tematycznych Instastories oraz odpowiednie opisanie ich. Ostatnio tworzy się nawet specjalne graficzne templatki (nazywane też „ikonkami”) do wykorzystania w tym celu. Taki „bąbelek z podpisem” będzie widoczny od razu po wejściu na profil i dodatkowo przykuje uwagę – świetna sprawa! Na co jeszcze – w ramach Instagrama – warto jeszcze poświęcać swój czas i zaangażowanie?:

  1. Odnalezienie swoich hashtagów. Warto wiedzieć, że najlepiej celować w te, które często używane nie są (czyli, np. powstało pod nimi 500-1000 postów) – istnieje wtedy większa szansa na znalezieniu się pod nimi w zakładce „Najpopularniejsze”. Jeżeli posiadasz małe konto, np. do 500 obserwujących, lepiej szukać hashtagów właśnie w tym przedziale popularności. Ale warto też sprawdzić, czy przypadkiem któreś z Twoich zdjęć nie pojawiło się i wśród sporo większej grupy. Specjaliści od mediów społecznościowych proponują również, by pomyśleć o stworzeniu własnego hashtagu – i zbierania pod nim tematycznych zdjęć, do których będzie łatwo wrócić, które będzie można łatwo odnaleźć (np. w ramach wyzwań lub konkursów, które zorganizujesz).
  2. Regularne dodawanie postów (na początek najlepiej 2 dziennie, 7 dni w tygodniu) to podstawa, jeżeli marzy się o dużej liczbie obserwujących i budowaniu zaangażowanej społeczności. Nie umieszczasz zdjęć = społeczność nie urośnie.
  3. Pojawianie się w Instastories – nawiązywanie regularnego kontaktu z obserwującymi spowoduje, że nie tylko poznają Cię lepiej, ale zaczną być bardziej zainteresowani tym, kim jesteś i co robisz na co dzień.
  4. Live – już przy większej społeczności warto organizować od czasu do czasu. To doskonała okazja na to, by opowiedzieć o nowych projektach, odpowiedzieć na pytania (Q&A) oraz sprawdzić, co budzi największe zainteresowanie wśród obserwujących (warto podpytać). Warto przy tym dodać, że już od jakiegoś czasu można robić live w parze – czyli zaprosić do rozmowy na żywo znajomego!

Co z innymi mediami?

Myślę, że wejście w inne, jak Twitter, LinkedIN czy YouTube wymagają od marki trochę więcej odwagi oraz naprawdę porządnego planu działania. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że te media są bardzo specyficzne – i być może nie każda branża w nich znajdzie swoje miejsce, czując się jak ryba w wodzie. Są to społecznościówki dla prawdziwych odkrywców, chcących opowiedzieć o swojej marce coś więcej, poeksperymentować i sprawdzić, czy branża – i klienci – tam są. Wypłynięcie na trochę mniej popularne media w danej dziedzinie, wymaga nieustannego zaangażowania, pomysłów i chęci wypróbowania czegoś nowego, co może przynieść dość nieoczekiwane efekty. Może albo rozczarować albo (właśnie wręcz przeciwnie!) zaskoczyć.

Oczywiście nie oznacza to, że Facebook czy Instagram muszą posiadać szalenie wszyscy. Nie. Nie muszą. Jeżeli czujesz się przekonany, że na Facebooku lub Instagramie „nic po Tobie” – szukaj swojego miejsca, do opowiadania o sobie i swojej marce, gdzieś indziej. Każda marka jest wyjątkowa, przyjmuję, że nie ma złotej zasady, co do dobierania odpowiednich mediów społecznościowych. Niemniej jednak, trudno zaprzeczyć temu, że FB oraz IG pojawia się w głowie najpierw – dopiero potem nachodzą przemyślenia w co tak naprawdę warto inwestować swój czas i budżet reklamowy. Każda społecznościówka charakteryzuje się cechami, które warto wziąć pod uwagę – każda ma wady i zalety, w nie każdą opłaca się wchodzić.

Jak pisać i mówić o sobie?

Odpowiedź brzmi: najlepiej jak najkrócej. Całkowicie pasuje tu powiedzenie, że „obraz wyraża więcej, niż tysiąc słów”. Jakiś czas temu zapisałam się na webinar, związany z jakąś tajemniczą dla mnie techniką stosowaną w biznesie (nawet już nie pamiętam o co dokładnie chodziło). Zalogowałam się spóźniona około 15 minut (na linii wcześniej miałam klientkę i dobrze nam się rozmawiało:)), ale bardzo szybko zorientowałam się, że tak naprawdę nic nie straciłam, a pani prowadząca prezentację wciąż opowiada o… sobie. Obecni na czacie i nie kryli rozczarowania tą sytuacją, pisząc: „poproszę konkrety…”, „mówi Pani już prawie 20 minut, czy możemy przejść do sedna?”. Ja sama po kolejnych 5 minutach monologu ekspertki, postanowiłam opuścić webinar oraz wypisać się z newslettera. Dla mnie osobiście była to jednoznaczna informacja: nigdy nie mów o sobie dłużej, niż 2 minuty – bo tak naprawdę ludzie przychodzą po konkrety, bardziej będąc zainteresowanym wiedzą prelegenta, niż jego osobą.

Czy znasz pojęcie elevator pitch? Tłumacząc je na polski, oznacza po prostu prezentację. W nawiązaniu do windy, chodzi o wygłoszenie w jak najkrótszym czasie jak najskuteczniejszej przemowy sprzedażowej (nie wiedząc przy tym dokładnie, jak długo będą przebywały z nami w tym ciasnym pomieszczeniu osoby – a w każdej chwili mogą one wysiąść „na swoim piętrze”, a my stracimy niepowtarzalną, wyjątkową okazję!).

Przez kilka ostatnich miesięcy działalności Twinberry, przedstawiałam się w następujący sposób: „Nazywam się Paulina Rutkowska i pomagam zrozumieć nowe media”. Jednak po jakimś czasie zauważyłam, że zdanie to wprowadza mimo wszystko małe zamieszanie, ponieważ bardzo często używa się sformułowania „nowe media” w domyśle do mediów społecznościowych. A ja przecież nie zajmuję się na co dzień prowadzeniem kont na Facebooku, nie ograniczam się do jednego czy dwóch mediów, a działam holistycznie, jeżeli chodzi o media… Moją misją, tuż obok projektowania ładnych i użytecznych stron internetowych czy apek (lub jakichkolwiek materiałów na potrzeby marki), jest również dzielenie się pasją do mediów interaktywnych czy w ogóle nauczenie moich klientów podstaw marketingu internetowego. Dlatego jakiś czas temu postanowiłam zmienić sposób przedstawiania się na „…i na co dzień dzielę się pasją do mediów interaktywnych”. Media interaktywne to celniejsze wskazanie na te dziedziny kultury, sztuki i marketingu, powiązane z Internetem oraz różnymi formami komunikacji online, którym poświęcam swój czas, uwagę i zaangażowanie. Być może dalej brzmi tajemniczo, ale nie wprowadza już tyle zamieszania.

Generalnie im prościej, im mniej branżowo i specjalistycznie, tym lepiej. Moją nauczką jest to, by po prostu lepiej dobierać słowa do wyartykułowania tego, co chcę przekazać.

Warto mieć przygotowane takie kilkusekundowe powiedzenie, które zaciekawi i zaangażuje bardziej, szczególnie w sytuacji, w której jesteś raczej nową osobą w towarzystwie. Myślę, że polem do rozpisywania się na swój temat jest właśnie własne miejsce w Sieci – o którym za chwilę. W końcu budujące jest opowiadanie o swoich sukcesach i mimo wszystko czemu by się nimi nie chwalić? Czemu by nie pokazywać referencji?

Jeżeli interesują Cię metody storytellingowe – czyli te, związanie z opowiadaniem historii – koniecznie zajrzyj do eksperta w tej dziedzinie oraz do jednej z jego książek (np. „Narratologia”), do Pawła Tkaczyka.

Rzecz o własnym miejscu w Sieci

Nieodłączną strategią marketingową naszych czasów jest posiadanie konta na Facebooku, Instagramie, Twitterze, LinkedIN… ale wciąż zapomina się o najważniejszym: czyli swoim, prywatnym skrawku Internetu. Pamiętasz ostatnie problemy z mediami społecznościowymi? Co w przypadku, gdy takie awarie będą zdarzać się częściej lub w ogóle – gdyby nagle te media przestałyby istnieć? Gdzie wtedy znajdą Cię Twoi czytelnicy, słuchacze, klienci? Albo jeszcze inaczej: czy oni wiedzą, gdzie Cię szukać, jeżeli nie na Facebooku? Co wydarzy się, jeżeli wpiszą Twoje nazwisko lub nazwę działalności w Google?

Dla mnie jedną z kluczowych spraw „do zrobienia, zanim zacznę swoją działalność”, było postawienie strony internetowej – a tuż obok tego, odnalezienie odpowiedniego hostingu oraz uporządkowanie kwestii związanych z przechowywaniem ważnych dla mnie plików (np. portfolio) i dokumentów. Później wielokrotnie spotkałam się z zaskoczeniem, że JUŻ mam stronę i JUŻ teraz mam dokąd kierować klientów, jeżeli chcą zapoznać się z moją marką, moją działalnością lepiej.

Uważam, że naprawdę kluczową sprawą jest posiadanie własnego miejsca w Sieci. Nie musi być to wielozakładkowa zawartość, wystarczy, że umieścisz na niej Twoją historię: czym się zajmujesz, czym się pasjonujesz, jaką pracę wykonujesz i jaką wykonywać lubisz najbardziej. Warto też dać możliwość kontaktu z Tobą – nawet w przypadku, kiedy nie jesteś (jeszcze!:)) znaną osobą. Każdy jest wyjątkowy, więc każdy też ma szansę przyciągnąć uwagę innych. Może szybko okazać się, że niesiesz ze sobą wartość, którą powinnaś/powinieneś się podzielić z szerszym gronem odbiorców?

Kiedy w szczególności warto mieć własne miejsce w Sieci?

  • w przypadku, gdy planujesz rozwinąć swoją karierę – chcesz stać się bardziej rozpoznawalna/rozpoznawalny w branży, którą cenisz (i w ramach której działasz na co dzień lub dopiero chcesz zacząć działać),
  • w momencie, kiedy czujesz, że posiadasz wiedzę, która może okazać się istotna i wartościowa dla innych osób – jesteś w stanie doradzać, pomagać, dzielić się doświadczeniem,
  • gdy chcesz po prostu wyróżnić się: zgromadzić w jednym miejscu swoje portfolio, przekierowywać w konkretne miejsce potencjalnych klientów lub pracodawców, kiedy czujesz, że zwykłe CV Ci nie wystarcza i chcesz zaprezentować (i zaproponować) o wiele więcej,
  • kiedy zaczynasz działać jako freelancer/firma: oferujesz produkty lub usługi.

Chcąc budować markę osobistą, warto wypróbować różne kanały komunikacji. Jeżeli jeden nie zaskoczy – testuj inne! Trzeba jednocześnie odnaleźć równowagę, pomiędzy działaniami online i offline. W dobie mediów internetowych łatwo zapomnieć o tym, że Sieć to nie jedyne miejsce i nie jedyny sposób na tworzenie swojej społeczności oraz przestrzeń pielęgnowania kontaktów biznesowych. Poza tym, aby zaistnieć w Sieci, przyciągnąć interesującą treścią czy po prostu ofertą, trzeba szukać odpowiedniej drogi dostarczenia komunikatów i zacząć działać z głową. Poznać segmenty klienta, do których dasz radę przemówić. Podejść do sprawy z otwartym umysłem, uważnie i analitycznie. To jest klucz do sukcesu.